Sobota jak co dzień

https://spasmicallyperfect.wordpress.com/2009/08/27/arrived-again/

Dla uczniów Jezusa Wielka Sobota była jak zjazd z autostrady w ślepą uliczkę. W przyszłość z Jezusem zainwestowali całe swoje życie. Życie rodzinne i zawodowe, pozycję społeczną i dobre imię a nade wszystko nadzieję. I w jedno popołudnie wszystko się skończyło!

O ironio, ślepą uliczkę po angielsku tłumaczy się jako „dead end” – martwy koniec!

14 nisan 33 roku był takim martwym końcem! A kolejny dzień, zaległ grobową ciszą, dziwnie głęboką nawet jak na szabat. Pod pewnym względem, dla apostołów był to dzień gorszy od poprzedniego. Wielki Piątek pełen grozy, przelewu krwi baranków ofiarnych, gwaru pielgrzymów i pogróżek, minął szybko i pełnym napięciu. Być może nie było nawet czasu głębiej pomyśleć o sobie. Kiedy nastał sobotni poranek, mogli mieć problemy z motywacją, by się obudzić. Co dalej? Dokąd iść? Jak odzyskać poprzednie życie? Czy są jeszcze jakieś szanse na normalne życie? Może jedynie strach dawał im siły, by cokolwiek zrobić.

Milczenie Boga to wielka próba!

Patrzymy dziś na ten dzień jako na Wielką Sobotę. Dla uczniów była to straszna sobota. Trzeba było ją przeżyć, by doświadczyć wieści o pustym grobie a później spotkać Zmartwychwstałego.

Dla nas to jedynie biblijna opowieść, ale przecież taka sobota zdarza się nam co chwilę. W poniedziałek, wtorek czy piątek Bóg pozwala nam doświadczyć Jego milczenia. Kiedy nasze niezrealizowane nadzieje natykają na mur Bożej „nieobecności”. Po to jest właśnie „wiara na serio”! Trzeba przylgnąć do Jego słów: „trzeciego dnia zmartwychwstanę” /Mt 16,21/. Bez takiego desperackiego zaufania nie przetrwamy Bożego milczenia.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *