Czekamy!
Niech Bóg da nam Pasterza!
Niech czas oczekiwania będzie czasem ciszy i modlitwy!
Oczywiście, każdy ma prawo mieć jakieś marzenia czy oczekiwania. Ja, na przykład, chciałbym by papież skupił się na głoszeniu zbawienia w Jezusie a nie na Christianitas czy na Kościele. Tym bardziej nie na dostosowaniu Ewangelii do współczesnego świata. Tyle że to są moje oczekiwania a nie Boże wyroki.
Tym bardziej, niewłaściwe są kłótnie o to, że papież powinien pochodzić z frakcji kard. Burke’a czy kard. Tagle’a, z konserwatywnego lub progresywnego skrzydła.
To konklawe zapisało się niewyobrażalnymi dotychczas metodami walki takimi jak straszenie schizmą czy wkręcanie nowych kardynałów w głosowanie na kandydata, który miałby być jedyną nadzieją na kontynuowanie linii Franciszka (a w istocie kandydat ten był przeciwnikiem ostatniego papieża).
Dajemy się wrabiać w diabelskie spory. Oczywiście kardynałowie muszą rozważać różne opcje. Naszą rolą jest z miłością otaczać Kościół i elektorów modlitwą. A wybrany papież ma być przyjęty z zaufaniem. Inaczej lepiej nie powtarzajmy słów:
„Jezu, ufam Tobie!”
