Sielankowo-słodki, gniewnie-sprawiedliwy czy niewzruszenie-władczy?
Sposób, w jaki wyobrażamy sobie Jezusa, Boga-Człowieka w najbardziej podstawowym wymiarze kształtuje nasze życie. Każde z tych spojrzeń jest w jakiejś mierze prawdziwe. W oderwaniu od pozostałych żadne nie jest prawdziwe.
W zasadzie każde skażone jest naszymi ograniczeniami, życiowym doświadczeniem, lękami, intelektem… A więc myśląc o Jego czułości, przenosimy na Niego swoje wyobrażenie czułości a nie docieramy do istoty tej jedynej Bożej czułości. Nawet jeżeli przemnożymy naszą czułość przez nieskończoność, to i tak będzie to nasza nieskończona czułość. To samo możemy powiedzieć o każdej cesze. I każda ona skażona przez naszą perspektywę, ostatecznie daje nieskończony błąd. A więc czułość sprzeciwia się sprawiedliwości, a sprawiedliwość zmienia się w okrucieństwo. Z Boga-Człowieka przenosimy swoją wyobraźnię na Boga-Absolut.
Jeszcze dziwniej, kiedy, pomijając Objawienie, konstruujemy sobie w głowie bezpośrednio Boga-Absolut. Możemy zawierzyć filozofom, dla których Bóg będzie ideałem zawierającym w sobie wszystkie sprzeczności świata razem tworzące doskonałą harmonię i nieznośną niezmienność. Może to kogoś pociągać, ale nadal będzie to jedynie wytwór naszego umysłu ubóstwiającego logiczny rozum. Taki Bóg bardziej przypomina Matematykę aniżeli Osobę. Trudno powiedzieć, co taka wizja może dać zwykłemu chlebozjadaczowi.
Może więc rzucić się w ramiona Pseudo-Dionizego Areopagity i wraz z Kościołem Wschodu ograniczyć się do teologii negatywnej, czyli apofatycznej. Czy taka święta wstrzemięźliwość w orzekaniu o naturze Boga może zmienić pozytywnie nasze życie?
Z pewnością najważniejsze jest pełne ufności przyjmowanie Jego woli. „Jezu, ufam Tobie!” nie tylko cudownie brzmi, ale jest również Jego wolą. Tylko, czy uznanie tej prawdy cokolwiek zmieni? Przecież to zaufanie wyraża się w podejmowanych przez nas decyzjach. Zaufanie nie oznacza bierności, bo ona też jest wyborem. Trzeba więc rozeznać, co jest Jego wolą! Ale jaki On jest?!
