Najpierw czytamy o kobietach, które spotkały Zmartwychwstałego i idą powiedzieć o tym uczniom Jezusa a w tym samym czasie „…niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci … rzekli: Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. Wzięli więc pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.” /Mt 28/
To, w co wierzymy, zawsze konfrontować się będzie z inną narracją. Tak jak sam Jezus jest znakiem sprzeciwu (Łk 2,34) tak i wszystkie prawdy naszej wiary stykać się będą ze sprzeciwem. A im istotniejsza prawda, tym większy sprzeciw.
Wierzyć na serio oznacza zawierzyć zdrowemu źródłu wbrew opiniom sprzeciwu. Każdy, kto czyta ewangelię, musi wybrać między świadectwem kobiet a opowieścią strażników.
Chrześcijanie mają swoje źródło wody czystej, czyli Biblię. Warto jednak zauważyć, że pierwsi czytelnicy tego tekstu w słowach „do dnia dzisiejszego” czynili to około trzydzieści lat po Zmartwychwstaniu a teksty te były niczym innym jak spisanym świadectwem Kościoła. Wybór był więc między nauką świadków a opinią otoczenia. Dzisiaj mamy wybór między wiarą Kościoła a tzw. światem.
Czasami czytamy Biblię oraz słuchamy nauki Kościoła i akceptujemy te jej fragmenty, które odpowiadają narracji świata (tę zaś przyjmujemy bezkrytycznie). Stawiamy opinie innych ponad Słowo Prawdomównego. Oczywiście, nie chodzi o to, aby pogrążyć się w fundamentalizmie, nie o wspieranie ignorancji. Chodzi raczej o priorytety.
Obyśmy mogli za św. Pawłem powtórzyć: „Wiem, komu uwierzyłem!” /2Tm 1,12/.
